Peter Broderick – Float

Kolejna zagwozdka z kolekcji współczesnej klasyki która może zamieszać w    playliście. Album sprzed 2 lat co prawda , jak i sprzed 10 albumów Petera, ale wśród całokształtu brzmi nielicho, a nawet jak kamień milowy. Jest to także pierwszy album-koncept pełen kompozycji – a nie „tracków” – na pianino, skrzypce, wiolonczelę, gitarę, perkusję….. A to i tak mało biorąc pod uwagę biegłość muzyczną Brodericka w dziedzinach skrzypiec, wiolonczeli, piły (!), mandoliny, i być może wielu innych o których wikipedia nie wspomina…

Album to absolutnie zamknięta całość-opowieść, i mimo że utwory nie przechodzą z jednego w drugi, jest w tych kompozycjach pewna myśl przewodnia, aranżacja, melodia lub coś bardziej nieuchwytnego, a z drugiej strony wyraźnie słyszalnego. Podejście od strony zamkniętej, „orkiestralnej” kompozycji (bynajmniej nie w wersji suchego warsztatowego instrumentaża dla świeżo upieczonych pianistów) pozwoliło Broderickowi stworzyć wielo-poziomowe dzieło które przy dokładnym odsłuchu wskazuje na istnienie pojedyńczych mikro-całości (wstęp-rozwinięcie-zakończenie) które z kolei składają się na kolejną, wyższą warstwę przeplecioną wspomnianym już motywem przewodnim który – swoją droga doskonale wpasowując się w poszczególne kompozycje – scala album niczym doskonale poprowadzona dratwa z pięciolinii…

Oczywiście, jak na chwytliwe klisze z gatunku „modern classical” przystało zabraknąć nie mogło elektronicznych przeszkadzajek, bo i autor młody (23 lata) i pełen weny i chęci do „łamania gatunku”  a i żelazne reguły „nowych brzmień” wymagają – tak więc są i takie przeszkadzajki na Float.  Jak już wspominałem wcześniej, współczesna klasyka (do której miana album pretenduje na całej linii) ma też tendencję do moralizatorstwa,  czy też bożo-narodzeniowości i dość ciężko jest uciec przed tymi nalepkami, tym bardziej że instrumentarium zdolne wzbudzić naprawdę fajne emocje jest tym samym które doprowadzić może do mdłości (vide wspomniane na początku instrumentarium Brodericka).  Balans – a bardziej ogólnie rzecz biorąc – idea jest wszystkim co może artystę zgubić – lub wznieść na wyżyny. Tutaj na szczęście Broderick radzi sobie doskonale – zresztą tak jak w serwowaniu udziwnień, jak i w generalnym koncepcie albumu który – być może zgodnie z tytułem, zamiast prowadzić na barykady ze sztandarem w dłoni, pozwala się swobodnie pobujać i popływać. Być może dlatego też że Peterowi udał się dystans do siebie i tematu, któż bowiem nie uśmiechnie się kiedy w połowie stricte-klasycznej kompozycji usłyszy jęczącą piłę, albo melodię która z brzmienia arcy-klasycznych skrzypiec przechodzi w 8-bitowe plumkanie rodem z gierki nintendo….

Oczywiście, mimo wspomnianego dystansu, mamy do czynienia z dość poważnym albumem łączącym dość delikatnie nową klasykę i nowe brzmienia. można usłyszeć chóralne wokalizy na tle ambientowych szumów, można usłyszeć banjo wkomponowane niczym stary sygnał z radia w muzycznym konserwatorium dla obłąkanych, można zachwycić się genialnymi melodiami rozpisanymi na wiele partii.. i można przy tym nie usnąć, nie znudzić się,  nie zniechęcić. Umiejętnie serwowany miks sprawia że odpowiednie brzmienia i motywy pojawiają się w oszczędnej,  a jednak pełnej formie tam gdzie powinny, ani za często, ani za rzadko.  To co kładzie na łopatki wiele innych dzieł  – nachalność – na tym albumie po prostu nie istnieje. Ponownie wrócę do tytułu – Float – który idealnie obrazuje nastrój który udziela się podczas słuchania. Być może jest za delikatny by wywołać tzw. „ciary”, lub też za różnorodny by przy nim usnąć ale chyba nie o to Broderickowi chodziło.

W odróżnieniu od Johanna Johannsona, lub Olafura Arnaldsa – co do których skojarzenia nasuną się już po pierwszych taktach – Broderick stworzył sobie własna niszę i nagrał album który nie będzie za monotonny (jak potrafi to zrobić Johannson) ani zbyt „jedno-śladowy” (niczym niektóre twory Arnaldsa, jakkolwiek miło by nie brzmiały).  Oczywiście przeplata się owa nisza z innymi, zgodnymi z kanonem mody na łączenie pianina, skrzypiec z ambientem pokroju biosphere ale na swój własny oryginalny sposób zdaje się nie krzyczeć „tutaj jestem !!” lecz spokojnie zapraszać do odsłuchu który pozwoli po prostu milutko się pobujać bez wielkich uniesień i rozterek moralnych młodego pokolenia.

Pozycja obowiązkowa.

Przydatne linki:

stronka oficjalna
odsłuch

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s