Higuma – Den Of The Spirits

Gdyby deeathprod na spółkę z lustmordem, dead can dance,  sun o))), hafler trio, svarte greinerem i maeror tri stworzyli ścieżkę dźwiękową do filmu na podstawie powieści Lovercrafta – to byłoby wydarzenie dekady, tak w świecie muzycznym jak i medialnym.  Gdyby…

Jak wiemy, niestety nic takiego się nie stało, ale za to na rynku pojawił się album który właściwie urzeczywistnia powyższe wydarzenie, więc można się cieszyć chociażby połowicznie (lub w pełni jeśli album będzie towarzyszył nam podczas kolejnej lektury z mackowatym potworem na okładce).

Den of Spirits jest albumem który z powodzeniem można nazwać „uduchowionym”, lub też „meta-fizycznym”. Niewiele jest takich albumów, zapełniają bowiem średnio popularną niszę dźwiękową w której to trzeba, dla odpowiedniego efektu rzecz jasna,  słuchać i uważnie i od początku do końca,  a najlepiej przy jednym posiedzeniu i w skupieniu.  Brzmi dośc trywialnie, jednak wykonanie nie jest  tak naprawdę łatwe . A wystarczy tylko odłożyc pilota i posłuchać – jest bowiem czego.

Brzmienie jest  prostu fantastyczne,  jest niezwykle….. „inne”. Jest to kolejny dowód na to że muzyka może (i powinna) posiadać podskórny fundament na którym zbudowana jest konkretna stylistyka, i co ważniejsze, odpowiedni nastrój. Tak jak (dla przykładu) rameses III ma swoje charakterystyczne brzmienie, tak i tutaj – chociaż rozrzut stylistyki jest nieco wiekszy niż ten pomiędzy poszczególnymi utworami wspomnianego króla egiptu – charakterystyka oscyluje głównie wokól tajemniczości zbudowanej dzięki wielu warstwom dźwięku – tak jak wiele warst ziemi oddziela nas od tego co zdarzyło się dawno temu i czego tak łapczywie poszukujemy dziś żeby przypomnieć sobie o czym zapomnieliśmy…

Album zaprasza nas w w tytułowe legowisko dźwiękowej starożytności które jako współcześni badacze i poszukiwacze możemy badać słuchem właściwie tylko z dystansu, a już na pewno bez zrozumienia świadectwa tych niezwykle starych historii, których nie da się też dzis ani rozpoznać, ani umieścić w żadnym ze znanych człowiekowi kręgów kulturowych. Czy to stare zapomniane rytuały które powracają niczym echo jęków i zawodzących mono-melodycznych mantr ciągnących się w nieskończonośc w celu przywołania kosmicznych energii, czy pulsujące resztki plemiennych, brudnych transowych rytmów przeplecionych sporadycznymi wystrzałami szarpniętych resztek melodii, czy tez w ostateczności surowe, narastające i wwiercające się w mózg fale dzwiękowe o kosmicznym natężeniu…

Tak jak filmowy niezrozumiały czarny obelisk zaprzątał myśli kosmonautów, tak dziś Den of  the Spirits wypuszcza w eter tytułowe duchy i daje nam okazję na – chwilowe tylko – obcowanie z niezbadanym i niezrozumiałym – czyli z tym co nas ciekawi najbardziej.

Cthulu być może stracił mordercze macki, ale wcale nie stał się  mniej ciekawy.


Przydatne linki:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s