Danny Norbury-Light In August

Ten album gościł w mojej playliście od bardzo długiego czasu, a    zdecydowałem się o nim cokolwiek napisać dopiero teraz.  Właściwie nie  dlatego żeby miał jakieś wielkie przesłanie które muszę przekazać ku potomności – na co niestety sili się wiele dzisiejszych  twórców „nowej muzyki”. być może nie ma żadnego podskórnego  przesłania (każdy odbiera to zresztą inaczej) ale powód na opóźnienie jest  całkiem prozaiczny. Otóż nie decydowałem się na żadne wzmianki o  albumie, ponieważ cały ten czas zajmowało mi – po prostu – słuchanie  go. Jest to tak prosta i ładna muzyka ze właściwie nie ma o czym gadać,  o proszę:

Danny Norbury jest młodym wiolonczelistą z Manchesteru – nie wiem jak młodym, ale ma na koncie współpracę z wielkimi tego świata – na liście są m.in. Jean Cocteau,Library Tapes, Rafael Anton Irisarri i Nancy Elizabeth. Do pewnego stopnia wpisuje się to w dzisiejszy schemat tzw  „modern classical”,  ale pod jednym względem album jest dośc wyjątkowy –  nie znajdziemy na nim nic poza klasycznym instrumentarium.  W tych dźwiękach (poza masterigiem of kors) najnowszej technologii po prostu nie ma. Obcujemy zatem z jedno-osobową orkiestrą złożoną z wiolonczeli, skrzypiec i  pianina. Obcujemy z czystym dźwiękiem, ja osobiście odbieram ten album jako wyjątkowo „oczyszczający” bo traktowałem swoje uszy od dawien dawna różnymi szumami, a tutaj nagle mamy kawał „czystego” dźwięku nagranego  – co szczególnie ważne przy tego typu albumach – bez pretensji do świata. Mało tego. Te utwory to nie są suity rozpisane na wielkie sceny z filmów – są tego przeciwieństwem. Ot takie mini-etiudki, tak bym je nazwał…. a każda z nich to osobna historyjka zagrana tak  że przy odsłuchu miałem wrażenie że napisane są dla mnie. Że są moje, moje prywatne mikro-klasyczne historyjki ładnie zagrane żebym sobie po prostu posłuchał. To chyba największa siła tego albumu; w jakiś sposób Dannemu udało się stworzyć dzieło które  – być może dzięki swojej prostocie przekazu – odbiera się na absolutnie personalnym poziomie (jakkolwiek bełkotliwie by to nie brzmiało). To rzadkość, identyfikacja z utworami jest absolutna. Rozciąga się od początkowych taktów aż do końca. Od delikatnego pianinka w Love Woke Me Up, poprzez ultra-subtelny Light In August puentując końcowym This Night Is For You and For Me. Pięknie puentując, dodałbym.

 

Przydatne linki:

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s