Khate – Pareidolia

Khate is one woman and her orchestra of odd instruments – circuit  bent toys, vintage synths, antiquated media, field recordings,  shortwave radio and other assorted electronics…

Inaczej mówiąc – jednoosobowa armia, czyli wszystko co na strychu  (skoro vintage) i w eterze (skoro radio) na usługach efemerycznej  pani generał z Richmond której wyobraźni nie powstydziłby się  najlepszy pracownik studia Pixar. Misz mas przestaje dziwić kiedy  zerknie się tutaj: – tak pokręcone instrumentarium powinno tylko  zachęcić do odsłuchu.

Pierwszy długograj właściwie stawia więcej pytań niż odpowiedzi po  wcześniejszych EPkach i mniejszych wydawnictwach; tak jak  niełatwo odnaleźć je dziś na rynku (zapełniają bowiem dość niszowy  dział dla fanów zawieszenia pomiędzy mrocznym ambientem, nosem  i IDM-ową elektroniką wymieszaną z Pole i Oval), takoż ciężko się  odnaleźć w tej mechaniczno-organicznej kakofonii. Właściwie  klasyfikacja albumu mogłaby sie zakończyć na jego tytule bo nijak nie da się ogarnąć jego złożoności bez wielokrotnego odsłuchu. To zresztą bardzo rzadkie i cenne – własny autorski styl wypracowany nie tyle kunsztem technicznym wynikłym z wiedzy o akustyce a raczej muzyczną wyobraźnią wykształconą przez lata słuchania… 4-5 lat tworzenia albumu (podobno) zaowocowało praca tak złożoną i właściwie niedostępną że słuchanie – pierwsze skojarzenia po pierwszych taktach – lustmord’a i heresy brzmi przy tym albumie jak zwykły spacer. Oczywiście album sięga o wiele dalej niż zwykłe naśladownictwo ambientu dla heretyków, w sensie muzycznego nastroju lęku mamy bowiem do czynienia z zupełnie innym konceptem a więc i wykonanie skrajnie różne, a tym samym efekt, jest jednak w nich pewien wspólny mianownik który odgrywa kluczową rolę na albumie. Jest nim poczucie dezorientacji i chorego zaciekawienia, jest nim zwykła prymitywna ciekawość która bohaterom głupawych horrorów klasy B każe zejść do ciemnej śmierdzącej piwnicy z zepsutą latarką żeby sprawdzić dziwne szuranie i odgłosy, zamiast wziąć nogi za pas, co zrobiłby każdy szanujący się twardziel….

Ale patrzenie na świat przez czarne okulary to nie wszystko co można usłyszeć w tej gatunkowej hybrydzie… Mikro-inspiracje sięgają tak daleko jak tylko możliwe – od składowych brudnego rytmu pulsujących tu i ówdzie tworząc zegarowe tło rozszumiałej elektroniki wywracając klasyczny schemat utworu do góry nogami, poprzez brudne pseudo-vinylowe sekwencje dęciaków ze starego filmu puszczone przez potrójny filtr z zepsutego odkurzacza (vide ostatni album Klimek – Movies is Magic), kończąc na wykorzystaniu klasycznych ambientowych klisz w postaci głosów z tła z fragmentów filmów recytujących modlitwy czy inne dziwne rzeczy… Przy kolejnych odsłuchach przychodzi do głowy cała bateria standardowego „słuchacza” dzisiejszej elektroniki – od Autechre (w szczególności z okresu Draft 7.30 oraz EP7 i ich sfery rytmicznej), poprzez Biosphere, kończąc na Miasmah, a nawet Arovane, a nawet i dronowy Seht… Przypominają się też albumy nie-standardoiwego słuchacza elektroniki w stylu „Early guru’s of Electronik Music” oraz różnego rodzaju elektro-akustyczne eksperymenty Hafler Trio….

Wspomnianym powyżej dość spójnym składowym albumu odnoszącym się do bardziej znośnych twórców dzisiejszej muzyki elektronicznej towarzyszy cała masa jęków, zawodzeń pisków i trzasków, co o dziwo nie męczy przy duższym odsłuchu, serwowane jest bowiem w dośc stonowanej, wyciszonej formie – być może to zaplanowany efekt a być może tak wyszło, niemniej jednak tam gdzie wczesne pionierskie – bo album Khate jest w pewnym sensie pionierski – dzieła elektroniki przyprawiają o ból głowy po 10-ciu minutach, tam Khate umiejętnie serwuje przystępność.

Mam niejasne wrażenie że po mniejszych dokonaniach pani z Richmond nie chce postawić kropki nad i, mało tego, nie chce nawet definiować swojego stylu. Khate sonduje nas, sprawdzając na ile może sobie pozwolić znaim ktokolwiek skrzywi się i stwierdzi że albumu słuchać się po prostu nie da. Nie trzeba się jednak krzywić – album da się słuchać, wcale nie trzeba być ortodoksem, nawet przyjemnie się go słucha (chociaż nie wiem czy to nie obraza dla pewnych środowisk związanych z ciemnym ambientem), a sonda? Ta w postaci albumu udała nadzwyczaj dobrze.

Przydatne linki:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s